Szukaj tutaj

poniedziałek, 2 maja 2011

Co robić z nadmiarem...

Każda z nas ma masę biżuterii. A w każdym razie - każda chciałaby mieć.
I ja padłam ofiarą biżuteryjego nałogu. Zbiera sie przez lata - przecież nie od razu Kraków zbudowano. Kupuje "się" przy okazjach - na urodziny, na chrzest, na komunię. A dostaje się (jeszcze lepiej!) przy innych okazjach...;)
No, wiemy, jak jest. Wszystko jest super - biżuteria, piękna, delikatna, ceniona, dobrze się kojarzy... A potem piętrzy się mały stosik. Większy stosik. I wreszcie BUM.
DUŻY BAJZEL.
Duży bajzel, inaczej niż Mały Głód, nie od razu daje o sobie znać. Jest wredny. Zauważasz go dopiero, kiedy rano wstajesz i w biegu chcesz chwycic swoje ulubione korale z motylkami. A do nich doczepiają się... WSZYSTKIE INNE KORALE!!!
CHOLERA, wrzeszczysz i chcesz wyszarpać te jedne... Pyk, ciche pęknięcie. CHOLERA JASNA! dajesz tym razem upust złości, ale już próżnej złości - bo przecież i tak po ptokach przysłowiowych, korale urwane.
I ja to przeżyłam... Więc zaczęłam szukać szkatułki na biżuterię. Poszukiwania przebigały pragmatycznie. Sklep po sklepie. Powoli. Szukałam.
Kryteria? Ha, skomplikowane.
Ładna. Duża. Pojemna. Z oddzielnymi przegródkami, żeby mi się bałagan nie robił. Z dobrego materiału...
Etc...
Ceny okazały się równie ładne jak same szkatułki. Za taką średniej wielkości - od 130 zł w górę. No cóż, chyba obejdę się bez.
Parę dni później powtórka z rozrywki, rwanie korali i wszystkim znany repertuar choler (nieco ubogacony o inne słowa).
Ale od czego ma się remont mieszkania?
Od tego, mili moi, aby chodzić do Leroy Merlin.
A tam - takie super fajne organizery na gwoździe. Z przegródkami. Przezroczyste - otwierać nie trzeba, a widać, co w środku!
Żeby się biżuteria nie poobtłukiwała (dla odmiany...), wyścielam dno filcem, cieniutkim, dekoracyjnym.
Wszystko widzę.
Ale wygoda...
No i zapomniałam dodać, po co to piszę - no bo taki organizer, to kosztuje 1/10 tego, co rasowa szkatułka...
A ile to jest - policzcie sami:D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki!