Pewnego dnia zafascynowały mnie małe filcowe stworki. Po prostu, maszerowałam spokojnie przed siebie po tak zwanych targach zdrowej żywności. Oczywiście, na takich targach prócz masy pyszności, które osiągają nieludzkie ceny (bo oprócz tego, że każdy sprzedawca kusi opcją degustacji, za produkt niestetyż trzeba płacić), są jeszcze ręcznie robione cudeńka.
Ciuchy, które wydają się maksymalnie niepraktyczne, no ale kto nie chciałby mieć w szafie olśniewającego kawałka lnu w piękne drapowania, w 100% naturalnego, w niesamowitym kolorze nadanym za pomocą eko-barwników?
Ja bym chciała, ale póki co nie bardzo stać mnie na te cuda. Z braku laku rozglądam się za innymi drobnostkami. Piękna, ręcznie robiona biżuteria to niezła inspiracja. Niestety, samodzielne wykonanie biżuterii jest chyba nie dla mnie. W każdym razie nie teraz. Może kiedyś.
Za to fascynują mnie ręcznie szyte rzeczy. Razu pewnego więc znalazłam na allegro filcowe broszki. Śliczne, małe nietoperze, słodkie kotki. Dodaje się im guzikowe lub koralikowe oczka, słodkie kokardki. Wszystko to staje się tym piękniejsze, że ręcznie wykonane.
Niestety, filcowe ozdoby teżsą potwornie drogie. Taka mała broszeczka może kosztować nawet ponad 30 zł. Kupiłam sobie dwie z nieco tańszych i... Zakochałam się w filcu!!!
Potem koleżanka siostry zaczęła szyć filcowe cuda dla swojego małego synka.
I wtedy odkryłam, że filc jest idealny - nie strzępi sie, nie pruje, łatwo się szyje, nie gnie się, zawsze dobrze wygląda.
Kupiłam na allegro parę kawałków filcu... Ale to już naprawdę długa historia.
Może na inny raz, bo póki co mamy poza sobą dopiero pierwszą odsłonę mojej filcowej miłości.
Niedawno "narodzoną" żyrafkę Maję. Jest maleńka, ma ledwie parę centymetrów wielkości.
A to dopiero początek:)))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dzięki!